Z HAMMEREM W CZTERY OCZY #2 – wywiad z Tomkiem Kuczyńskim

Powrót do strony produktu

To facet z krwi i kości, prawdziwy globtroter, który równie dobrze czuje się wysoko w górach, głęboko pod wodą, za sterem łodzi co i w jaskiniach. Tomasz Kuczyński – survivaloviec, ratownik i instruktor – zdradza w wywiadzie jakie jest jego największe osiągnięcie, jak przygotować się na wielką wyprawę i jakie ma cele na najbliższy czas. Dziś jest gotowy niemal na wszystko… bo to co do tej pory zdobył, było tylko pomniejszymi celami w drodze po więcej.

Tomku, od najmłodszych lat Twoją największą pasją jest survival. Po szkole trenowałeś sztuki walki, rozwijałeś się w harcerstwie, często wyjeżdżałeś w góry i skałki – słowem wszędzie było Cię pełno. Jak to Cię ukształtowało i co z tego miało największy wpływ na to kim jesteś dzisiaj?

TK: Myślę że całe moje dzieciństwo oraz okres kiedy miałem kilkanaście lat wpłynęło na to co robię teraz, bo tak naprawdę jest to kontynuacja. Robię to co robiłem zawsze tylko może na trochę większą skalę. Góry są wyższe, wyprawy dalsze, a cele bardziej ambitne… Trudno powiedzieć, co miało największy wpływ na to, kim i jaki jestem dzisiaj… może to, że mogłem stawiać sobie konkretne cele i je realizować, a przy tym mieć duże zaufanie rodziców i sporą swobodę. Kiedy byłem w ZHP wybierałem siebie osoby, które potrafiły więcej, miały większą sprawność czy wyższe stopnie i dążyłem do tego, aby jak najszybciej być w konkretnych dziedzinach lepszym od nich. Wychodziłem rano na cały dzień i robiłem co chciałem, ponieważ rodzice mi ufali. Kiedy miałem 10 lat zaczęły się obozy biwakowe, spanie w lesie, wędrówki. Rodzice wtedy pytali tylko gdzie i z kim jadę oraz kiedy wrócę… A trzeba tu przypomnieć, że nie było telefonów komórkowych.

wywiad z Tomkiem Kuczyńskim


Skończyłeś liczne kursy m.in. wspinaczki skalnej, nurkowania głębinowego, strzeleckie. Masz za sobą wiele wypraw, w tym m.in. na Mont Blanc, przez Syberię i na Spitsbergen. Twoje największe osiągnięcia?
TK:
Za mną już wiele ciekawych wypraw i osiągnięć, choć nie patrzę na nie tylko przez pryzmat przebytych kilometrów czy zdobytych szczytów. Uważam, że ważny jest fakt, iż ciągle udaje mi się przekuwać marzenia w cele i je realizować – dzięki temu mogłem zorganizować wiele wypraw, podczas których zdobywałem już Alpejskie 4-tysięczniki (13 wejść w tym 3 razy na Mont Blanc). Do sportowych osiągnięć mogę zaliczyć też: przemierzenie syberyjskich lasów, zupełnie samotnie, zimą przy -40 C. Ponadto dwa razy byłem w zaginionym mieście w Kolumbii, gdzie podczas trekkingu spotykałem prawdziwych Indian, nurkowałem z rekinem wielorybim, spędziłem wiele czasu z moim idolem i „guru” z młodości tj. Jackiem Pałkiewiczem. Jacek prowadził dla mnie szkolenia, oglądał mój sprzęt, razem zwiedzaliśmy Dublin, a na koniec piliśmy piwo i rozmawialiśmy o wyprawach.

Innym moim największym osiągnięciem jest to, że nigdy podczas moich prywatnych wypraw, czy na tych którymi kierowałem, nikomu nic się nie stało. Jest to ważne bo zawsze kładę duży nacisk na przygotowanie wyprawy pod kątem bezpieczeństwa. Dobór uczestników, szkolenia przed, doświadczenie, apteczki, łączność, a przede wszystkim cel na miarę możliwości.

Wiele osób mogłoby pozazdrościć Tobie doświadczenia i kondycji. Jesteś jak uniwersalny żołnierz. Dlaczego nie zasilasz specjalnych jednostek, albo elitarnych sił? A może to wszystko tylko taka zabawa?
TK:
Właśnie jestem w trakcie pisania książki „Jak NIE zostałem specjalsem”. Będzie to głównie opowieść o mojej zasadniczej służbie wojskowej, która to przyczyniła się do tego, że wybrałem trochę inną drogę. Książka ukaże się jeszcze w tym roku i nie chciałbym zdradzać szczegółów. Ale pytanie jest bardzo dobre – w mojej publikacji znajdzie się na nie rozbudowana odpowiedź.

Nie możemy się już doczekać, zostało nam uzbroić się w cierpliwość. Wróćmy więc do wyzwań. Często ocierasz się o granice życia i pokonujesz własne słabości. A dodajmy, że równie dobrze czujesz się w wysoko w górach, głęboko pod wodą, za sterem łodzi co i w jaskiniach. Powiedz, jak udaje Ci się znosić takie próby i osiągać sukcesy?
TK:
Co do słabości to się zgodzę – często muszę je pokonywać. Mam jednak na to sposób – staram się dawkować to co robię i liczyć siły na zamiary. Robić wszystko stopniowo żeby nie było za dużego szoku. Jeśli chodzi o granice życia i śmierci to ocieranie się o nią zdarza mi się bardzo rzadko. Tak naprawdę miałem tylko kilka naprawdę niebezpiecznych sytuacji. Staram się tak wszystko dokładnie planować, aby mnie nic nie zaskoczyło i właśnie do takich sytuacji nie dochodziło.

Najbardziej niebezpieczne były momenty, kiedy podczas samotnej wyprawy na Syberię zawisłem nad urwiskiem z 33 kilogramowym plecakiem. Szedłem ścieżką, letnim szlakiem, która zaczęła się zwężać, a lód zaczął zastępować śnieg. W pewnym momencie nie było możliwości iść dalej, a droga powrotna była przerażająca. Kiedy zdecydowałem się wracać poślizgnąłem się i zawisłem nad urwiskiem. Na dół było ponad 30 metrów i jezioro. Może woda by mnie uratowała na chwilę… choć przy temperaturze – 40 stopni Celsjusza ciężko byłoby się stamtąd wydostać.
Pamiętam tylko że krzyknąłem Julka – to imię mojej córeczki. Potem chwilę wisiałem… gardło bolało mnie do wieczora… Pewnie słyszeli mnie w promieniu 100 km. Ale udało się z tego wykaraskać.

Niesamowite, dobrze w takim razie, że się udało. Na aspekt bezpieczeństwa i przygotowania stawiasz mocno też podczas organizowanych przez siebie szkoleń i kursów. Możesz opowiedzieć o projektach takich jak np. Survival Challange, City Survival albo Survival dla dzieci.
TK:
Realizuje kilka, może kilkanaście projektów na raz. Niektóre realizuję już od wielu lat. Jedne związane są z moją działalnością szkoleniową, a inne są bardziej prywatne, ale po kolei. Dla dzieci realizuję szkolenia z zakresu survivalu w lesie oraz mieście. Do tego kursy wspinaczkowe oraz z pierwszej pomocy, a także kilkudniowe obozy przygodowe bez rodziców, zegarków czy telefonów. Wszystko z dala od cywilizacji, głęboko w lesie…

Realizuję też szkolenia dla dorosłych: survival, wspinaczka, pierwsza pomoc. Pomagam w organizacji wypraw, doborze sprzętu, zajmuje się również zabezpieczeniem medycznym rozmaitych akcji.

„Wicklow Madness” to natomiast wyzwanie survivalowe dla dorosłych. Po przyjściu na start zabieramy uczestnikom wszystko z czym przyjdą i bierzemy ich na 24 godziny do lasu. Otrzymują różnie zadania i muszą po prostu przetrwać.

Wyprawy i szkolenia na wyjazdach każdego roku są inne, choć te górskie czasem się powtarzają. Mamy za sobą wiele kursów w Alpach oraz wyprawy na 5 kontynentów, a to już podróże od Alp przez Syberię, po Kolumbijską dżunglę.

„Madness24” to projekt z poprzedniego roku o prostej formule. Zabieramy celebrytów oraz znanych sportowców na 24-godzinne wyzwanie survivalowe. Program emitowany jest na kanale na YouTube.

Najnowszy projekt to: „DREAMS KILLER”, o którym więcej już niebawem, ale w skrócie jest to wsparcie uczestników w zakresie: poprawa wydolności, budowa sylwetki, nabranie pewności siebie oraz realizacja celów np. dot. diety, a to wszystko przy wsparciu 24/7 i w atrakcyjnej formie. Chcemy w ten sposób przekuwać marzenia ludzi w cele i razem je realizować.
Projektów jest jeszcze więcej, ale naprawdę trudno o wszystkich wspomnieć.


Szkoda, że te kursy i szkolenia odbywają się głównie na Wyspach i w Irlandii, gdzie mieszkasz. Zapewne przydałyby się takie szkolenia na większą skalę w Polsce. Kto uczestniczy w wymienionych inicjatywach?
TK:
Wbrew pozorom w Polsce jest bardzo dużo firm i organizacji, które zajmują się podobną tematyką. W każdym razie, w tym roku mam w planie przeprowadzić kilka szkoleń dla dzieci w Polsce. Jeżeli chodzi o akcje na większą skalę to warto dodać, że np. w programie Madness24 wzięli udział raper „Sobota” oraz Dominika Tajner Wiśniewska.
Ponadto organizowałem lub byłem współorganizatorem spotkań / kursów z: Adamem Bieleckim, Ryszardem Pawłowskim, Jackiem Pałkiewiczem, Aleksandrem Dobą, Navalem czy Tomkiem Mackiewiczem.
A w tych zwykłych, cyklicznych kursach i szkoleniach uczestniczą różne osoby, w zależności od tego do kogo są one adresowane. Przede wszystkim są to osoby w zróżnicowanym wieku i o różnym statusie społecznym, jednak z chęcią aby przeżyć coś ciekawego, nauczyć się czegoś nowego i spędzić czas razem z innymi.

Świetnie, możemy tylko pozazdrościć znajomości i szerokich horyzontów. Wróćmy jednak na chwilę do samego survivalu. Bez dwóch zdań – dziewiczych terenów jest coraz mniej, a w outdoorze coraz większą rolę odgrywają nowe technologie i gadżety. Jak od czasów Twojego dzieciństwa zmienił się sam survival?
TK:
Dziewiczych terenów nadal jest bardzo dużo, a do zrobienia w outdoorze wciąż jest jeszcze sporo. Sprzęt, rozmaita elektronika i gadżety, są jak najbardziej pomocne, ale to my sami decydujemy czego, jak i gdzie używamy. Czy survival się zmienił? Nie sądzę… to raczej człowiek się zmienił… Ludzie nie odróżniają survivalu od bytowania. Dla mnie survival to nóż, krzesiwo lub to co znajdziemy, a nie plecak zapakowany po brzegi jedzeniem…
wywiad z Tomkiem Kuczyńskim


Nawiązując do wszelkich nowinek – wyprawy w nieznane to nie tylko duże wyzwanie dla ludzkiego ciała, lecz też dla wszelkiego sprzętu. Nawet dla wspomnianego noża, krzesiwa, lub chociażby dla różnych gadżetów i telefonów… Jakie wyposażenie jest dla Ciebie niezbędne i co wspiera Twoją aktywność?
TK:
Poza wspomnianymi już: krzesiwem czy nożem, jest to przede wszystkim telefon. Dzięki współpracy z takimi markami jak HAMMER mam możliwość korzystania ze sprawdzonych, pancernych smartfonów. Jeśli jest zasięg to telefon może zastąpić praktycznie wszystko….Bo telefonu używam jako aparatu, notesu, nawigacji… Dzięki różnym aplikacjom ratunkowym po wciśnięciu jednego guzika mogę w górach wezwać pomoc.
Poza telefonem przydatne są też nawigacja satelitarna GPS, lokalizator satelitarny czy telefon satelitarny, czyli sprzęt, który możemy użyć w razie sytuacji awaryjnej, wszędzie tam gdzie nie ma zasięgu GSM.

Telefon czy inne urządzenia satelitarne do komunikacji są potrzebne głównie do tego, abyśmy mogli otrzymywać aktualną prognozę pogody, co podczas wypraw, zwłaszcza tych górskich, jest bardzo istotne.

Możesz zdradzić nieco więcej o HAMMERZE – dlaczego wybór padł właśnie na sprzęt tej marki?
TK:
Przykuwam bardzo dużą uwagę do sprzętu – jego jakość po prostu zabezpiecza mnie podczas wypraw i szkoleń. Zresztą, zwykle smartfony jakie miałem szybko kończyły swój żywot – albo rozbijały się nie wiadomo kiedy, albo po prostu nie sprawdzały się w outdoorze. Wtedy postawiłem na telefon wzmocniony, a HAMMER jest moim pierwszym pancernym smartfonem. Wybrałem go po przejrzeniu wielu testów i przeczytaniu opinii. Zresztą, ważne dla mnie jest też to, że jest od polskiej firmy. Co do samego smartfona – w HAMMERZE bardzo istotne jest to, że jest odporny na różne warunki atmosferyczne, dzięki czemu mogę używać go praktycznie zawsze i nie martwić się, że coś się zepsuje. Pamiętam jak podczas jednej z wypraw – akurat na lodowcu we Francji, telefon wpadł mi do szczeliny wypełnionej wodą. Aby go wyjąć musiałem mocno się natrudzić i rozłupać tę szczelinę. Byłem pewien, że jest po telefonie, bo spędził sporo czasu w lodowatej wodzie, ale po wyjęciu okazało się, że działa normalnie i jest cały. Poza odpornością na wagę złota jest wielka bateria HAMMER, dzięki czemu wytrzymuje on o wiele dłużej niż smartfony, które miałem do tej pory.

Jasne, bezpieczeństwo jest najważniejsze. Na zakończenie pogadajmy o Twoich planach. Wiem, że w wakacje planujesz wejść na jeden z ośmiotysięczników. Możesz zdradzić szczegóły?
TK:
Tak, w tym roku planuje wyprawę i pierwotnie miało to być Manaslu (8 156 m n. p. m.) – ósmy pod względem wysokości szczyt świata. , ale moje plany troszkę się zmieniły… 6 czerwca wylatuje na dwa miesiące do Pakistanu. Otrzymałem propozycję wyjazdu na Gaszerbrum 2 (8 035 m n.p.m.), a wyprawą kieruje sam Denis Urubko – jeden z najlepszych Himalaistów na świecie, więc nie mogłem odmówić. Zaproszenie do udziału w tej wyprawie jest dla mnie wielką nobilitacją. W planach na ten rok jest też kilka innych wypraw, które sam organizuję. Są to m.in.: Syberia, Kazbeg, Elbrus oraz trekking do bazy pod Everestem z wejściem na Island Peak. Koniec roku to już bardziej rekreacyjne wyjazdy – podróż do Azji południowo-wschodniej, no chyba że będę miał możliwość pojechać zimą na K2… to może urlop trochę poczeka 😉 W tym roku mam również w planie odwiedzić 10 nowych państw z tego co najmniej 3 poza Europą. Chcę też wejść na Matterhorn.


Ty też możesz wesprzeć wyprawę Tomka na Gaszerbrum 2. Każda złotówka się liczy: https://zrzutka.pl/wv8tzf



Strasznie tego dużo i aż trudno sobie wyobrazić, że to wszystko jeszcze w tym rok. A wybiegając dalej w przyszłość – o czym jeszcze marzysz i jakie masz cele?
TK:
Staram się mocno oddzielać marzenia od celów np. marzę o tym, aby kiedyś polecieć w kosmos, ale to tylko marzenie i nic w tym kierunku nie robię… Mam duże cele ogólne np. Biegun południowy, odwiedzenie wszystkich państw, wyjazd na ośmiotysięcznik zimą, wejście na wszystkie alpejskie 4-tysięczniki, zacząć biegać po górach, wejść na Everest… – jest tego naprawdę sporo i w tym kierunku działam realizując pomniejsze cele, które przybliżają mnie do tych głównych. Przykładowo jeszcze szykuję się do wyprawy na 8-tysięcznik i w drodze na ten szczyt nie skupiam się konkretnie na jednej górze.

Realizuję pomniejsze cele, zdobywam doświadczenie, trenuję. Kiedy ktoś zaproponuje mi dziś taką wyprawę jestem gotowy bo szykuje się do tego od kilku lat. Mam również wiele innych marzeń i celów związanych z moim biznesem czy życiem prywatnym, ale myślę że czytelników bardziej interesuje sfera, o której wspominałem. Mogę zdradzić, że poza tym o czym mówię, od jakiegoś czasu szkole się i pracuje na tym, aby zostać „kołczem”, mentorem, trenerem, mówcą motywacyjnym. Do tej pory udawało się wszystko mimo wszelkich barier, bo czasem połączyć wszystko logistycznie i finansowo jest bardzo trudno, ale jestem uparty i wierzę, że się uda.

Więcej o Tomku Kuczyńskim i jego aktualnych działaniach na: https://patrol-x.com

Opublikowano: 18.04.2019

Newsletter

Zapisz się i otrzymuj informacje o:

  • Pancernych smartfonach HAMMER oraz produktach myPhone
  • Promocjach i konkursach na telefony oraz akcesoria

Zapisując się na newsletter, akceptujesz regulamin serwisu