Z HAMMEREM w cztery oczy #8 – wywiad z Marcinem Świercem

Powrót do strony produktu

Jest najbardziej utytułowanym polskim biegaczem ultra i topowym biegaczem na świecie. Zresztą – jego życie to bieganie, a bieganie to życie. Marcin Świerc – bo o nim mowa – człowiek, legenda biegów, zdradza za co uwielbia biegi terenowe, jak przygotowuje się mentalnie do zawodów i ciągłego wysiłku przez kilkanaście godzin. Wylicza, co musi zagrać, aby osiągnąć sukces i jakie starty w tym roku przed nim. Zapraszamy do lektury wywiadu ultra z ultra bohaterem.

Marcin, biegasz od 2002 roku, a od 2007 w górach. Ustalmy może na wstępie, raz na zawsze – ultras to ten, który biega dystanse dłuższe niż maratońskie, czy ten, który biega z frajdą w terenie? A może jeszcze ktoś inny?

Marcin Świerc: Ultra to dystanse wszystkie większe niż klasyczny maraton, nie ważne jest miejsce czy to teren czy ulica, czy nawet stadion. Ja wybrałem teren i góry, bo tu czuję się najlepiej i tu się realizuje. Nie trzeba być od razu ultrasem żeby cieszyć się z biegania w terenie, to może robić każdy.
Pamiętam moją pierwszą styczność z Twoją osobą – to było przy okazji lektury wywiadu, w którym zdradziłeś, że pracujesz w schronisku w Górach Stołowych i po pracy biegasz. Było to dla mnie coś wyjątkowego, co pamiętam do teraz. Pokazuje to Twój charakter, etos pracy i ambicje, choć też realia polskiego sportu.

MŚ: Tak, był taki etap w moim życiu gdzie pracowałem w schronisku. Ten czas dużo mnie nauczył. Wiele wyniosłem także z domu, gdzie miałem dobrą szkołę życia. To głównie dzięki mojemu ojcu zawdzięczam charakter, chęć do pracy i ciągłego rozwoju. Najtrudniej jest na początku drogi sportowej. Kiedy ja zaczynałem, nieliczne firmy sponsorowały zawodników, zwłaszcza w biegach górskich. Dziś jest już inaczej. Ale może właśnie dzięki temu bardziej doceniam to co mam, bo wymagało to ode mnie dużo zaangażowania i pracy. Biegi górskie to niszowy sport, w którym nie ma dużych pieniędzy, ale za to miejsca zawodów i ludzie – świetni.

Największą sławę przyniósł Ci bodaj zeszłoroczny triumf w jednym z najbardziej prestiżowych ultramaratonów górskich – TDS, który odbył się w ramach festiwalu Ultra Trail du Mont Blanc. Trasa liczyła ponad 124 km i miała 7250 metrów przewyższeń. Pokonanie dystansu zajęło Tobie 13 godzin i 24 minuty. Jak to zwycięstwo wpłynęło na Ciebie i Twoją karierę?

MŚ: Wygrana tak prestiżowego biegu rzeczywiście miała duże znaczenie. I jeszcze ta końcówka, gdzie na ostatnich 8km kolejność na podium zmieniła się całkowicie. Walka była dosłownie na żyletki, miedzy mną a 3 zawodnikiem było tylko 100 sekund różnicy, co bardzo rzadko zdarza się na zawodach ultra. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że trzeba walczyć do końca. Dzięki takim startom jestem bardziej rozpoznawalny oraz częściej zapraszany na imprezy międzynawowe. Moi sponsorzy jak Buff i Columbia także doceniają moje sukcesy. Mam sporo zaproszeń na imprezy międzynarodowe gdzie już dostaję zwrot kosztów podróży, pobytu. W Polsce trochę na palcach jednej ręki mogę policzyć takie zaproszenia, a wpisowe też często sam płacę.

Z różnych wywiadów, doniesień wiemy, że np. Otylia Jędrzejczak przed ważnymi zawodami lubiła popływać w startowym basenie i pogadać z tamtejszą wodą. Nasi skoczkowie czynią znak krzyża przed skokiem, trochę pewnie też dla bezpieczeństwa. Czy Ty, poza rekonesansem trasy i przygotowaniem ulubionej kaszy jaglanej z dżemem, masz jakieś swoje rytuały?

MŚ: Dodałbym jeszcze spacer najlepiej z moczeniem nóg w zimnej wodzie i oczywiście buziak od żony na szczęście 😉
W roku biegasz po 6-7 tys. km stawiając na jakość, a nie ilość, „latasz” głównie w terenie. Jakie są Twoje ulubione szlaki i miejsca do biegania w Polsce i za granicą?

MŚ: Takie moje ulubione miejsce to las, okolice Lisowic / Dziewczej Góry -Lasy Lublinieckie – to miejsca gdzie się wychowałem i zacząłem biegać. Lubię różne tereny i szczerze, nie mam jednej ulubionej trasy, każdy teren jest ciekawy. Za granicą najczęściej wybieram miejsca gdzie mogę potrenować na wysokości jak np. Teneryfa albo Tignes we Francji.

Mam taką refleksję, że każde bieganie po górach, w odróżnieniu od tego w mieście, jest jak przygoda, na łonie natury i zawsze inne. Zresztą na zawodach też czuć inny klimat, wciąż jest nieco bardziej kameralnie, a wszyscy są bardzo dla siebie i za sobą. Czuć tę więź, ultrasi to wciąż taka biegowa rodzina.

MŚ: Tak to prawda, choć festiwale takie jak UTMB przyciągają tysiące ludzi to jednak wciąż nie ginie przyjazna atmosfera. Dla wielu to dobra zabawa, spełnienie marzeń, a nie ściganie się o każdą sekundę.

Na sukces w biegu ultra musi złożyć się wiele czynników – słowem: przygotowanie, logistyka, dyspozycja dnia, dieta, sprzęt – wszystko musi zagrać. Jak o to wszystko dbasz?

MŚ: Tak naprawdę tych czynników jest jeszcze więcej, dochodzą m.in. teren, pogoda – nad wszystkim nie da się zapanować. To nad czym mam możliwość kontroli staram się skrupulatnie zaplanować z moim supportem już na kilka dni przed startem. O jedzenie dbam cały czas, bo to bardzo ważny aspekt treningu, ale na kilka dni przed startem zwracam na to szczególną uwagę. Sprzęt wybieram minimalistyczny, ale pewny. Staram się też przy tym wszystkim cieszyć się ze startu, by zawody przyniosły wiele radości każdemu. Jeśli jesteśmy w nowym miejscu to nie zapominamy także o zwiedzaniu, – po prostu zawsze warto zobaczyć coś nowego przy okazji startu.
Jeszcze w pełni to nie wybrzmiało, a sukces w biegach górskich odnosi się głową. Co zatem robisz, aby mieć mocną głowę i przygotować się mentalnie na wysiłek poza fizyczny, pełną mobilizację i motywację?

MŚ: Tak, głowa ma ogromne znaczenie i na TDS ten ostatni odcinek pobiegłem właśnie głową. Dużo czytam książek oraz słucham podcastów o motywacji czy rozwoju osobistym. Jeśli znajduję ciekawe ćwiczenia z treningu mentalnego to staram się je wykonywać. Dużego kopa motywacyjnego daje rodzina, znajomi, zawodnicy i przyjaciele. Zawsze mogę liczyć na ich wsparcie.
Napisałeś książkę, której tytuł brzmi „Czas na Ultra. Biegi górskie metodą Marcina Świerca”. Możesz uchylić rąbka tajemnicy o tej „metodzie”, tym którzy są przed jej lekturą?

MŚ: To przede wszystkim spokojny rozwój krok po kroku, unikanie kontuzji, systematyka, oraz radocha z każdego treningu czy pobytu w górach. Trening jest ukierunkowany głównie na biegi górskie i trailowe i podzielony jest na przygotowanie do biegu na różnych dystansach, od biegów krótkich, alpejskich po ultra, także każdy znajdzie coś dla siebie.
Aktualnie wracasz do biegania po 2-miesiecznej przerwie po małym wypadku, w którym potrącił Cię samochód. Powiedz – jak podchodzisz do tego typu wydarzeń. Masz to niejako wkalkulowane w ryzyko uprawiania sportu i łatwo Ci to zaakceptować, czy jednak jest to bardziej złożone?

MŚ: Kontuzje się zdarzają – ta która mi się przytrafiła nie zależała od mnie. Na początku było to trudne do zaakceptowania, musiałem zrezygnować z wielu planów i skupić się na powrocie do zdrowia. Z czasem się pogodziłem i starałem się wyciągnąć wnioski. Część przygotowań i sezonu musiałem przeorganizować ale mam nadzieję że już teraz najgorsze mam za sobą. Teraz tylko praca krok po kroku…
Jesteś dla siebie samego trenerem, lecz też trenujesz innych. Organizujesz obozy biegowe. Samo trenowanie u Ciebie to zapewne wielka nobilitacja, wyróżnienie i przyjemność. Przecież dla większości jesteś idolem. Powiedz coś więcej – jak zostać zawodnikiem i jakie wartości Wam przyświecają?

MŚ: Zgłaszają się do mnie różne osoby – od bardzo początkujących osób biegających po 2-3 razy w tygodniu, po zawodników rywalizujących i zdobywających medale mistrzostw polski. Moi zawodnicy mają wkład w moje sukcesy i odwrotnie, a ja cieszę się, że choć w małym stopniu pomagam im spełniać biegowe cele i marzenia. Nowych zawodników zazwyczaj przyjmuje w okresie od września do końca grudnia, wystarczy napisać maila 😉 przejść rekrutacje – wyznaczyć cele i działać. Organizuje często z moimi partnerami treningi otwarte i tu zapraszam wszystkich chętnych – na pewno będzie informacja na moich kanałach social media.

W jednym z wywiadów Dominika Stelmach – biegaczka, powiedziała wprost, że „jeżeli chce się ten sport traktować poważnie i mieć dostęp do niezbędnej infrastruktury, zaplecza sportowo-medycznego, obozów to potrzeba minimum 10 tys. zł miesięcznie.” Byłem zaskoczony, że w grę wchodzą aż takie pieniądze.

MŚ: Nie uważam, że to dużo- taki jest koszt bycia choć trochę profesjonalistą. Mój rozczyny budżet tyle wynosi, a to składowa sponsorów lecz także wkład własny. Obozy treningowe, dobra dieta, stała opieka fizjoterapeuty… – to wszystko kosztuje. Piłkarze polskiej ekstraklasy mają 120 tys. miesięcznie, a są sporty gdzie budżety są jeszcze większe. Bieganie jest więc bieganie relatywnie tanim sportem 😉

Czy Marcin Świerc żyje głównie bieganiem, pracą? Co Cię regeneruje poza spaniem, czy wspólnym czasem z rodziną?

MŚ: Tak moje życie to bieganie, a bieganie to życie. Zawodnicy, treningi, starty, współpraca ze sponsorami – to wszystko zajmuje cały mój czas. Najlepszą regeneracją jest oczywiście wspomniany sen i o to staram się dbać. Jak mam chwilę dla siebie towarzyszy mi również dobra książka i muzyka. Staramy się również z żoną spędzać razem aktywnie czas wolny na spacerach czy wspólnych wypadach rowerowych.

Każdy bieg ultra to nie tylko duże wyzwanie dla ludzkiego ciała, lecz też dla wszelkiego sprzętu. Jakie wyposażenie jest dla Ciebie niezbędne i co wspiera Twoją aktywność?

MŚ: Przede wszystkim zabiegam o bezpieczeństwo, więc podstawa to telefon, dobre wygodne buty, zawsze porządna kurtka, chociaż wiatrówka. W górach to jest absolutne minimum. Oprócz tego jeszcze zapas picia i jedzenia jak biegnę na długie wycieczki. W telefonie też mam wgrane mapy offline terenu oraz zegarek, gdy w razie potrzeby trzeba „wrócić po śladzie”.

Masz HAMMERA. Wiem, że do biegania jest dla Ciebie zbyt ciężki. Powiedz natomiast, za co go doceniasz?

MŚ: Tak Hammer to mój wybór na treningi długie w górach, gdzie bateria robi robotę. Aplikacja „RATUNEK” czy MAPY to podstawowe funkcje. Mam na nim swój prywatny numer i jest on żelazną rezerwą. Na zawody wybieram z kolei lekki i minimalistyczny telefon, który spełnia warunki regulaminu.

Marcin, już na koniec zdradź nam proszę, jakie masz sportowe plany na ten rok? Gdzie będzie można Ci kibicować?

MŚ: Mój plan już gotowy i w tym roku to w Polsce Bieg Rzeźnika, Perły Małopolski, natomiast za granicą startuje w Madera Ultra Trail, zawody etapowe Oruera, oraz wisienka na torcie – UTMB 😉 Zapraszam na moją stronę oraz media społecznościowe, gdzie dzielę się swoimi przygotowaniami do sezonu.

Rozmawiał i opracował Mateusz Byś

Opublikowano: 05.03.2020

Newsletter

Zapisz się i otrzymuj informacje o:

  • Pancernych smartfonach HAMMER oraz produktach myPhone
  • Promocjach i konkursach na telefony oraz akcesoria

Zapisując się na newsletter, akceptujesz regulamin serwisu